Wywiad z dr. Andrzejem Kobiałka – naukowcem, profilaktykiem i prezesem Fundacji Profilogos
– o granicach i możliwościach innowacyjnej metody neuromodulacji mózgu tDCS
Współczesna nauka coraz śmielej wkracza w obszary, które jeszcze do niedawna należały wyłącznie do medycyny eksperymentalnej. Jednym z takich pól jest neuromodulacja mózgu – przezczaszkowa stymulacja prądem stałym (ang. Transcranial direct current stimulation – tDCS) o intensywności 1–2 mA. Ta innowacyjna metoda nieinwazyjnego stymulowania mózgu znajduje zastosowanie w usprawnianiu chorych na różne schorzenia neurologiczne, wspierając nadto procesy poznawcze, emocjonalne i rehabilitacyjne. Choć brzmi to jak wizja z przyszłości, coraz częściej staje się realnym wsparciem w terapii osób po udarach, z depresją, ADHD, zaburzeniami lękowymi czy autyzmem. O uwarunkowaniach naukowych, etycznych i społecznych tej metody, a także o jej praktycznym zastosowaniu w pracy terapeutycznej rozmawiamy z dr. Andrzejem Kobiałką – adiunktem Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, prezesem Fundacji Profilogos, pedagogiem i profilaktykiem od lat łączącym naukę z praktyką społeczną i terapeutyczną. Wywiad ma charakter ustrukturyzowany w formie pytań otwartych przygotowanych przez Redaktora Krzysztofa Symelę, na które w formie opisowej odpowiedział

Redakcja: Panie Doktorze, neuromodulacja mózgu to pojęcie, które dla wielu wciąż brzmi tajemniczo. Co zainspirowało Pana do zajęcia się tą tematyką – i dlaczego właśnie teraz uznał Pan ją za tak ważną dla współczesnej terapii?
dr Andrzej Kobiałka: Od lat zajmuję się profilaktyką i wsparciem osób w kryzysie – zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Często dostrzegam, że tradycyjne formy pomocy nie zawsze wystarczają. Samo pojęcie neuromodulacji pojawiło się już w ramach studiów psychologicznych, gdzie poszerzanie wiedzy na temat neuropatyczności miało być szansą na bardziej kompleksowe wsparcie procesów regeneracji mózgu i zdrowia psychicznego. Zafascynowało mnie, że możemy stymulować mózg w sposób bezpieczny, bezinwazyjny, a jednocześnie skuteczny. Dziś to nie tylko medyczna ciekawostka, ale realne narzędzie wspierające neurorehabilitację, terapię emocji i funkcji poznawczych. Pomimo iż sama efektywność tej metody jest wciąż weryfikowana eksperymentalnie, to daje nadzieję na efektywniejszą rehabilitacje pacjentów. Myślę, że tDSC może stać się metodą potencjalizacji nieskutecznego leczenia farmakologicznego lub alternatywą wobec leków u osób, które nie mogą ich przyjmować z uwagi na działania niepożądane.
Redakcja: Czym właściwie jest neuromodulacja i jak różni się od klasycznych metod rehabilitacji neurologicznej czy psychoterapii?
dr Andrzej Kobiałka: Neuromodulacja tDCS to w dużym uproszczeniu wpływanie na aktywność neuronalną mózgu poprzez delikatne impulsy elektryczne prądem stałym. W moim gabinecie stosuję głównie metody tDCS (transcranial direct current stimulation) oraz Tens/Ems – techniki, które pomagają w odbudowie połączeń nerwowych, regulacji emocji, koncentracji czy redukcji bólu. Różnica polega na tym, że neuromodulacja działa bezpośrednio na mózg, wspierając jego naturalną plastyczność, a więc zdolność do uczenia się i regeneracji. Warto takie działania łączyć z terapią psychologiczną, rehabilitacją ruchową czy treningami poznawczymi. To podejście holistyczne, łączące naukę, technologię i empatię.
Redakcja: Wspomina Pan o praktycznych zastosowaniach tych metod. W przypadku jakich pacjentów neuromodulacja przynosi obecnie najlepsze efekty terapeutyczne?
dr Andrzej Kobiałka: Najczęściej tDCS stosowana jest po udarach mózgu, z afazją, z dziećmi z zaburzeniami koncentracji czy autyzmem, a także z dorosłymi z depresją lub stanami lękowymi. Efekty bywają bardzo różne, ale wiele osób już po kilku sesjach zauważa poprawę nastroju, lepszy sen, większą koncentrację czy mniejszy ból. Oczywiście to nie cudowna metoda – neuromodulacja nie zastąpi terapii psychologicznej czy farmakologicznej, ale może je znacząco wspomóc, zwłaszcza gdy tradycyjne formy leczenia nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Obecnie stosowane protokoły stymulacji są bezpieczne, ponieważ oparto je na doświadczeniach zdobytych w badaniach nad wpływem tDCS na pobudliwość kory ruchowej, czynności poznawczych i zachowań u ludzi
Redakcja: W ostatnich latach obserwujemy coraz większe zainteresowanie technikami stymulacji mózgu. Jednocześnie pojawiają się pytania o granice etyczne takiej ingerencji. Czy neuromodulacja to – mówiąc wprost – bezpieczne narzędzie, czy może zbyt daleko idąca ingerencja w naturę człowieka?
dr Andrzej Kobiałka: To bardzo ważne pytanie. Każda metoda, która oddziałuje na układ nerwowy, wymaga pokory i odpowiedzialności. Neuromodulacja, jeśli jest prowadzona przez kompetentnego specjalistę, jest w pełni bezpieczna i nieinwazyjna – nie dochodzi do przerwania tkanek ani uszkodzenia struktur mózgu. Oczywiście zabiegi poprzedzone są wywiadem i stosowną kwalifikacją. Stosujemy bardzo niskie natężenia prądu, ściśle kontrolowane parametry i indywidualne protokoły terapeutyczne. Oczywiście, jak każda metoda może przynieść skutki uboczne, jeśli używana jest niewłaściwie, dlatego potrzebne są jasne standardy etyczne, certyfikacja i nadzór medyczno-naukowy oraz atestowany profesjonalny sprzęt. Nie chodzi o „poprawianie człowieka”, ale o przywracanie równowagi biologicznej i emocjonalnej tam, gdzie została ona zaburzona przez chorobę, stres, traumę czy problemy z uzależnieniami.
Redakcja: Jak wygląda poziom świadomości społecznej na temat neuromodulacji?
Czy pacjenci w Polsce są otwarci na tego typu terapie, czy raczej reagują nieufnością?
dr Andrzej Kobiałka: Zdecydowanie obserwuję rosnącą ciekawość, ale też wiele mitów. Część pacjentów myśli, że to coś „elektrycznego” i niebezpiecznego. Dlatego ogromną rolę odgrywa edukacja – spokojne tłumaczenie mechanizmu działania i efektów terapii. W gabinecie zauważam, że po pierwszej wizycie ludzie zmieniają perspektywę – widzą, że to proces naturalny, delikatny, często nawet relaksujący. Potrzebujemy więcej kampanii informacyjnych, szkoleń dla terapeutów, pedagogów i psychologów. Wiedza o funkcjonowaniu mózgu powinna stać się elementem edukacji zdrowotnej, a nie tylko domeną naukowców…więcej https://edukacjaustawicznadoroslych.eu/09_03_2025/
